Dzień dobry
Dzisiaj o roli śmierci w RolePlay. Wyjątkowo wrzucam tak szybko, bo dawno nie było tematu związanego z RolePlay. Zapraszam do czytania 🙂
Zapraszam również na moją grupę na Facebooku, gdzie zrobiona jest ankieta i można wziąć w niej udział i wypowiedzieć się więcej na ten temat. Jeśli chcesz możesz też zostawić tutaj komentarz pod wpisem 🙂

Photo by Edu Lauton on Unsplash
Zazwyczaj jak grałam w drobne RolePlay o śmierci postaci nie było mowy. Dopiero w tych większych podobnych do RPG były uszkodzenia ciała postaci czy też śmierć. Najzabawniejsze były RolePlay, gdzie postacie administracji były nieśmiertelne i nic im nie można było zrobić. A od razu mi się tu przypomina postać Lucyfera z serialu, który miał kilkustronicową kartę co potrafi i do tego niesmiertelny. Śmierdzi to tutaj merysujką, ale co poradzić.
Drugi fakt, że głupim pomysłem jest atak postaci głównych NPC’ów, ale o tacy się też znajdują. Moja pierwsza gra w darkfantasy uniwersum właśnie taka była, że postać „edgy” zaatakowała słownie główną postać. Skończyło się więzieniem i groźbą śmierci.
Poza tym ciekawie wyglądały bójki z NPC, albo pomiędzy graczami, które wynikły z konfliktu charakterów. Tymczasem w grach typu merysujkowe wszystko było na zasadzie pięknie i cudownie. Wszyscy musieli być podporządkowani pod głównego bohatera i żądziła zasada, że gracze nie mogą siebie atakować. Nawet jeśli wyrazili zgodę.
Byłam też w takim RolePlay typu cyberpunk, gdzie uszkodzenia były jak najbardziej realne i to mi się podobało, bo można było otrzymać implant i stać się czymś w rodzaju cyborga.
Ostatnim przykładem jest też RolePlay Star Wars, na którym byłam to, że realne były również uszkodzenia jak i śmierć, gdy nie podporządkowało się swoim dowódcom. Niestety śmierć mi się średnio podobała, bo często wystarczyło być na celowniku wroga, bądź w pobliżu bomby i było 50 na 50, że postać zginie i trzeba będzie tworzyć nową. Ja miałam to szczęście, że gdy weszłam do gry serwer był trochę mniej oblegany, więc postacie były bardziej pod ochroną.
Przejdźmy do tego, więc czy warto być za tym, żeby postać ginęła, czy przeciwko.
Za:
Pozwala to na lepszą zabawę i uważne granie, przemyślane wybory.
Pozwala też na lepszą zabawę z ryzykiem, że postać jest z krwi i kości i może stracić życie jeśli nie będziemy dbać o swoją postać (w zależności od RolePlay, na przykład są takie, gdzie postać powinna jeść, spać, uczyć się, odpoczywać)
Śmierć powinna być ustalona za pomocą jakiś współczynników, uzgodniona z graczami. Oczywiście najlepszym sposobem jest dać jeszcze szanse na zmianę wyboru, a nie 50% na to, że postać przeżyje, albo drugie 50% na to że nie.
Sprzeciw:
Śmierć na samym początku gry jest totalnie bezsensowna, bo gracz nawet nie zdąży się związać z postacią. Poza tym ktoś tworzy porządną postać i jedna z głupich decyzji może spowodować, że jego wymuskana postać ginie przez przypadek, bądź jedną głupią decyzje.
Czasem może to być też celowe działanie „mistrza” (administratora), który chce się pozbyć gracza, ale to już takiego który raczej swoich graczy nie lubi, albo ma swoich pupilków, którzy w tajemniczy sposób są omijani przez pechowe sytuacje.
Należy uważać na „mistrzów”, którzy mają jakąś fantazję pastwienia się nad swoimi graczami i wyrzucania z siebie jakiś krwawych żądz lub innych patologicznych form.
Jak dobrze pamiętam mnie osobiście podobała się forma, że zły ruch, błędna decyzja postaci może doprowadzić ją do śmierci. Bez tego mamy do czynienia z jakąś dziwną formą, że postać jest persona non grata, nieśmiertelna i straszliwie nudna.
W jednym z RP(g) – (RolePlay z elementami rpg) była tablica upamiętniająca postać. Także to było bardzo dobre rozwiązanie i zadbanie o gracza. Także jest większa szansa, że ten stworzy nową postać. Jednakże trzeba się liczyć, że z nową postacią też no różnie może być. U mnie na przykład jednak było ciężko. Nie było takiego mocnego przywiązania jak z pierwszą postacią, więc jest tu ryzyko, że gracz się zniechęci.
Źródło obrazka:
Imo mocno zależy to od fundamentalnego pytania: w co chcemy grać? Ryzyko śmierci jest czymś z czego da się czerpać radość, ale nie ma ono sensu, gdy chcemy np odegrać szkołę magii. Nadal może grozić wyrzucenie ze szkoły, ale wtedy też postać wrócić może jako BN. W sennych podróżach po innym wymiarze raczej będziemy mierzyć Senność postaci zaburzaną przez ustalone czynniki, a „śmierć” może oznaczać czasową bezsenność wymuszającą chwilowe odstawienie postaci. W typowym fantasy postać martwa wrócić może jako nieumarły, a w settingu z motywem „dorośli są do niczego” dziecięce postacie raczej będą po prostu mdleć zamiast umierać. Trzeba po prostu wiedzieć czy presja umierania pasuje do tego w co chcemy grać, bo nie zawsze dodanie hapeków sprawi, że gra będzie ciekawsza.
PolubieniePolubienie