Dzień dobry
Dzisiaj taki temat ekstra z okazji 5 rocznicy bloga. Co prawda mówi więcej o schizofrenii, ale chętnie rozprawiam się z tym tematem, że opętania nie występują. Jednakże zdecydowałam się to opublikować.
Już kiedyś był taki temat tutaj na blogu. W napływie złości, strachu przez chorobę usunęłam wpis na blogu. Opis ten umieszczam na podstawie swoich własnych doświadczeń spowodowanych chorobą. Jednakże jak będziesz to czytał/czytała wiedz, że nie ma czegoś takiego jak opętanie. To tylko ludzka iluzja, która czasem przemija lub niestety jak u mnie skończyło się tym, że musiałam zacząć brać leki. Być może pomoże Tobie opisać jakieś zdarzenie z horroru, albo po prostu wyjaśni Ci, że jedyne co potrzebujesz wiedzieć, że to iluzja i ją zdemaskować albo nie obędzie się bez leków. Zapraszam do czytania. Osoby o słabych nerwach proszę odpuścić sobie ten wpis.

Zaczyna się niewinnie w sumie u mnie zaczęło się wszystko od religii, w której się wychowałam było pełno informacji o diabłach, demonach i szatanie. To było dla mnie straszne. W życiu starałam się być w porządku wobec innych, ale jak się okazało nosiłam w sobie wiele strachu, lęku, zemsty, poczucia winy i to wystarczyło, żeby się pochorować. W pewnym sensie po tym co zaczęłam badać okazało się, że i ja mam zdolności paranormalne. Chociaż tak wcale nie było. Czułam się niczym „królowa duchów”, a tak naprawdę byłam „królową prześladowczych iluzji”. Do momentu gdy straciłam nad tym kontrole. Wchodziło coś we mnie i wychodziło, przygniatało moje ciało, miałam krwawe wizje. Pewnej nocy gdy po raz kolejny rozmawiałam z duchami. Jak się domyślacie to była ludzka iluzja. Zapytałam pewnego wieczoru przerażona:
– Czy ty chcesz mnie opętać? – no i wtedy się zaczęło. Przechodzenie przez ciało dziwnych rzeczy, panika, że to coś opanowuje moje ciało, mrowienie rąk, nóg, przyśpieszony puls serca. Przestałam spać w nocy, bo walczyłam z własnymi iluzjami. Płakałam, śpiewałam i modliłam się. Próbowałam zwymiotować i wyciągnąć to coś z siebie. W połączeniu z poczuciem winy wymyśliłam więc stwora (wyobraziłam sobie smoka, węża), który przeszywał moje ciało swoim ogonem. Ogromny ogon był wbity w moje serce. Przeleżałam wiele razy w łóżku modląc się, prosząc o pomoc, czy też przytulając się do krzyża, który miałam w domu. Próbowałam pić wodę święconą. Zaczęłam odprawiać egzorcyzmy po łacińsku. Stawiałam świece na środku stołu i oddawałam się tym rytuałom. Szarpały moim ciałem różne kolczaste, ostre więzadła. Z ciała wychodziły kanciaste twory, które powodowały ogromny ból. Walczyłam z tym na różne sposoby, pomimo bólu jaki był. Moje ciało paliło się, bo czułam ogromne gorąco na karku, który był tak ściśnięty, że nie byłam w stanie się ruszyć, a nawet powodowało wyginanie mnie na różne strony. Pod skórą była jakby inna masa, która się przesuwała z każdym moim ruchem. Czułam bicie serca tej wymyślonej istoty we mnie. Mówiłam o tym najbliższym, żeby zobaczyli że coś mam pod skórą. Pulsowało ciało w różnych miejscach i myślałam, że to duchy, które weszły we mnie.
Oprócz egzorcyzmów i dziwnych rzeczy, które robiłam to kierowałam się zasadami new age – sypałam solą, korzystałam z rytuału nożyczek pod poduszką, przesuwałam jajkiem po ciele. Tak mi doradzano. Dostałam wiele sprzecznych informacji od ludzi zagłębionych w tematy paranormalne, że ciąży nade mną klątwa rodzinna z dwóch stron, że przejął nade mną działanie jakiś duch, który wszedł we mnie jak byłam dzieckiem. No i tak w to wierzyłam. Potem uwierzyłam, że moim „aniołem stróżem” jest demon, który chce odebrać mi życie za sprzeniewierzenie się.
Dopiero pomoc Mistrza Jana, z grupy na Facebooku dała mi dużo do myślenia i uwolniła mnie z tych iluzji. No i leki, które brałam już zdesperowana tym co mnie spotkało. Ale to nie był koniec…
Przestałam brać leki i przez pół roku było ok i znowu wkręciłam się tym razem w „zemstę Boga”. Chciałam umrzeć i opuścić ciało, a w tym momencie znowu zaczęły oplatać mnie więzy. Na głowie miałam kanciastą koronę, która wbijała się w skórę na samym czubku. Ropadałam się i w ogóle widziałam rzeczy, które się nie stały. Ludzie najbliżsi martwili się o mnie, a ja widziałam ich jak są na mnie źli, jak znęcają się nade mną.
Dzisiaj jest w porządku widzę to jako iluzję i chcę przestrzec, że są jeszcze inne sposoby przeżywania „opętania”, czyli jak według mnie choroby. Można zamiast czuć widzieć, słyszeć czy jeszcze inne sposoby jak przechodzenie między wymiarami. Także gdy coś takiego masz po prostu trzeba zdemaskować iluzję. W skrajnych przypadkach jak u mnie nie obędzie się bez leków.
Zapraszam do obejrzenia mojego filmu:
Zapraszam także na grupę, gdzie rozprawiam się z tymi iluzjami:
https://www.facebook.com/groups/3029648880608234
Źródło obrazka:
Dodaj komentarz